Dziś kolejny raz mam przyjemność zabrać Was do krainy zombie. Tym razem jednak chciałabym przybliżyć świat, który umiera wolniej niż w „Zombie.pl” i który mimo czasu do reakcji nie daje sobie rady. Otóż dziś przedstawiam pierwszy tom trylogii o nieumarłych – „Apokalipsa Z. Początek końca” Manel Loureiro.

Koniec roku, a konkretnie 30 grudnia. Hiszpania. Galijski prawnik zasiada w domu do komputera. Za radą swojego psychologa postanawia zacząć prowadzić bloga, ma mu to pomóc poradzić sobie z bólem przeszłości. W tym samym czasie gdzieś w kaukaskiej republice dochodzi do ataku terrorystycznego – a przynajmniej tak się mówi. Wydarzenie to niesie za sobą skutki o wiele gorsze niż śmierć czy wojna między państwami. Jednak początkowo nikt nie wie co się dzieje. Po kolei ludzie biorący udział w akcjach ratowniczych z tamtego rejonu zapadają na dziwną chorobę, która wywołuje u nich dużą agresję i akty kanibalizmu. Świat przygląda się temu z boku pochłaniany stopniowo przez dziwną chorobę. Powoli kraje świata milkną, miasta się wyludniają trawione przez niegasnące pożary a ludzi zaczyna ogarniać panika. Po raz pierwszy zaczynają się szepty o zombi…

Nasz prawnik – uwierzycie, iż fakt że nie podano jego imienia w całej książce dotarł do mnie dopiero teraz przy pisaniu tej recenzji? – mieszkający gdzieś na obrzeżach miasta razem ze swoim kotem śledzi uważnie z resztą świata wydarzenia na Kaukazie. Na swoim blogu zapisuje wszystkie swoje spostrzeżenia i to, czego dowiedział się z gazet, telewizji czy Internetu. Jednocześnie stara się prowadzić w miarę normalny tryb życia i walczy ze skokami napięcia we własnym domu. Kiedy kupował panele słoneczne nie wiedział nawet jak wiele mu one pomogą już w najbliższej przyszłości. Oto bowiem na skutek jednej decyzji zostaje z kotem sam w mieście. Zdany tylko na siebie, a wszędzie dokoła zaczynają pojawiać się nieumarli, którzy pragną jego krwi…

Nasz bohater staje na skraju upadającego świata. Niewiele zostało z tej ziemi, którą pamiętamy. Ludzie, których spotyka na swojej drodze stanowią jedną wielką zagadkę. Nigdy nie wiadomo czy są przyjaźni, a może tylko czekają by zadać ostateczny cios, który zwiększy ich szansę przeżycia? A w tym wszystkim człowiek, który ciągle targany jest rozpaczą z przeszłości. I towarzyszy mu wierny druh, kot Lukullus. I to chyba jest najmocniejsza strona tej postaci – utrzymywanie przy życiu nie tylko siebie, ale i zwierzęcia. Przy apokalipsach zombie zwykle nie mówi się o pupilach domowych, ewentualnie wspomina się o nich symbolicznie, gdzieś w tle. Tutaj rudawy kocur gra niemal pierwsze skrzypce. To on jest kotwicą naszego bohatera i często jego obecność sprawia, że musi on podejmować trudne i wydawałoby się bardzo głupie decyzje. Wszystko w oparciu o silną relację człowieka ze zwierzęciem. Poza tym pomaga spojrzeć na człowieka świata zagłady przez pryzmat jego miłości do kota. Jedyne co mnie bolało w hiszpańskim prawniku to fakt, że czegokolwiek się nie dotknął – znał się na tym. Facet nurkuje, żegluje, no może tylko ze strzelaniem mu nie idzie. Nie mniej szybko się uczy, a to pożyteczna cecha w tym niebezpiecznym czasie kiedy śmierć monotonnie kroczy tuż za plecami.

A jak wyglądają zombie w tej książce? Są świetne i bardzo „naturalne”. Fakt, że w porównaniu z polskim „Zombie.pl” wypadają raczej spokojnie, gdyż brak tu takiej ilości krwi czy dokładnych opisów „przyrody”. Nie mniej zyskujemy komplety opis przemiany człowieka w potwora cuchnącego śmiercią. Manel Loureiro świetnie podszedł do tematu. W przemianie zawarł nie tylko ból, strach czy odrazę, ale również ludzką naturę. Poza tym wszystko przebiega na tyle wolno, że można wszystkiemu się przyjrzeć, co dodatkowo przeraża kiedy myśli się o tym jak świat pozwolił na opanowanie się przez dziwną zarazę i wyludnienie planety. O tym jak szybko lub jak wolno, zależy od punktu widzenia, następuje upadek Ziemi polecam zapoznać się samemu. Będziecie mogli przekonać się, że polityka nawet w obliczu zagłady zawsze potrafi zataić pewne informacje i otumanić wszystkich ludzi. Ciekawostką jest też sposób w jaki zombie poruszają się w tej książce. Na przestrzeni całej lektury nie widziałam różnic między poszczególnymi osobnikami a ich sposobem zachowania. Tutaj wszystkie upiory są jednolite i wbrew pozorom nie są takie wolne jakby mogło się wydawać. Poza tym Manel Loureiro nie bał się pokazać najbardziej przerażającego akcentu takiego końca świata – dzieci po przemianie. I nie mówię tylko o dzieciach szkolnych, ale również o niemowlętach zmienionych w zombie. Oczywiście każdy gdzieś na granicy świadomości wie o tym, że mali ludzie nie są odporni na tę zarazę, ale co innego jest o tym wiedzieć i spychać to na granicę świadomości, a zupełnie co innego spotkać się z takim osobnikiem twarzą w twarz. Nasz główny bohater zmierzy się z każdym typem zombie, tego możecie być pewni.

Pierwszy tom zostawia duże niedopowiedzenie co do dalszych losów Galijczyka i jego wiernego kota Lukullusa. Zakończenie pozostawia po sobie duży niedosyt i potrzebę złapania za następny tom, by dowiedzieć się czy istnieje gdzieś jeszcze przyszłość dla gatunku ludzkiego. Poza tym cały czas pozostaje do odkrycia tajemnica – co stało się w czasie ataku na Kaukazie?

Książka napisana jest bardzo lekkim i wciągającym stylem. Kolejne strony pochłania się w całości, jednym tchem. Koncepcja zapisania powieści w postaci dziennika prowadzonego przez naszego głównego bohatera też przypada do gustu, bo pomaga lepiej zorientować się w kolejnych przeżyciach i dniach zagłady. Nie mniej znowu nie czułam zagrożenia jeśli chodzi o życie prawnika. Skoro to jego dziennik to raczej kolejne wpisy czynione będą na pewno przez niego, a to niechybny znak, że raczej nic złego mu się nie stało. Tutaj to raczej przeraża czas i zaobserwowane obrazy niż sam fakt zagrożenia życia przez czyhające wszędzie zombie. Myślę jednak, że fani zombie będą zachwyceni tą lekturą. Ja, choć fanką nie jestem, jak najbardziej polubiłam książkę i głównego bohatera. Nie mogę się już doczekać dalszych losów zawartych w kolejnych dwóch tomach.

Moja ocena książki: 9/10
ocena 9
Nawet koniec świata i plaga nie umarłych nie są w stanie zatrzymać mnie przed przedstawieniem kilku cytatów, które warte są wspomnienia:

„A ludzie oprócz tego, że są irracjonalni, głupi i nieprzewidywalni, przede wszystkim są ciekawscy.”

„Im dłużej nad tym rozmyślałem, tym więcej możliwych, fatalnych w skutkach błędów przychodziło mi do głowy, a im większy czułem strach, tym mniej było we mnie wiary.”

„Gwałtowna śmierć nie jest pięknym widowiskiem, jak w filmach, gdzie bohater pada na ziemię z uśmiechem na ustach i wspomnieniem ukochanej w sercu. Śmierć jest straszna, brudna i bardzo bolesna (…).”

 „Ale żyję. A ten, kto żyje, może następnego dnia znów walczyć o swoje życie.”

Początek końca

Ayer

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s